Skip to main content

Episode 2 – Gęsiówka II (Prison II)

Inspire your friends with this story.

[social_buttons facebook=”true” twitter=”true” linkedin=”true”]

Transkrypcja (english below):

Więc samochód jechał, za nim jechał dżip, w którym siedziało SS, nie ci nasi SS, tylko ci pożyczeni skądś. No i tylko jechali na… teraz nie wiem – Dzielną 22, 24 czy 26. Tam wprowadzali do tego, z powodu tego, że to było już półwymarłe, więc nawet nie zaciszyły te mury. Ta, ta, ta, ta, ta… i samochód wraca, ten następny, i załadowany. Chwileczkę to trwało, ja nie wiem, ile, kto, gdzie, jak, bo tego nikt nie wiedział. W każdym razie wystrzelali wszystkich. Nas ubrali. Ubraliśmy się, że chodziliśmy i stemplowali nas

Na czole?

Na czapce. Weszliśmy do więzienia. Tak się zaczęła Gęsiówka.

I wyście uciekli z tej Gęsiówki?

Nie, nie, nie. W Gęsiówce weszliśmy i zaczęła się praca. O! Na drugi dzień przyjechała cywilna limuzyna, wyszło dwóch panów w cywilu i dwóch z gestapo. Jeden z gestapo został, drugi [z] SS przyszedł, miał pełno papierów u siebie na rękach. Oni coś rozmawiali i patrzyli się na nas. I pewnie się pytali: „A ten? Co to jest?” Znaleźli mnie, 144. „Zabili policjanta”. Nie, nie było zabity, tylko rzucili się na policjanta z nożami w ręku. Taki facet. O! Nieubrani byli, w cywilu, ale nie, nie byli Niemcami. To jest moje. Nie można było za dużo z nikim gadać, dlatego że nie [było] wiadomo, kto jest podesłany. Ale nie byli. A ja widziałem Niemców do cholery, chodzących po Warszawie i wiedziałem.

Więc teraz ja – to nie potrzebuje być zarejestrowane – ja myślę, że jak oni robili konszachty ze Szwajcarią etc., etc., i z Francją itd., to ktoś powiedział: „My chcemy zobaczyć wasz obóz koncentracyjny w Warszawie”. I oni nas zrobili.

Żebyście dobrze, ładnie wyglądali, żebyście byli czyści, nowe…

Dokładnie

… nowe mundurki…

Dokładnie. Skończyło się, zabrali prześcieradła i rozpoczęła się praca obozowa. Zaczęliśmy kopać rowy.

Gdzie te rowy kopaliście?

Na terenie obozu. Nie wiedzieliśmy, na co te rowy są. Ale ja od tatusia wiedziałem, że Niemcy bardzo lubią krzyczeć na pracowników i ja to zastosowałem kiedyś do swoich żołnierzy. Dostałem za to od majora fotografię Hitlera. Ale krzyczałem w straszliwy sposób. Teraz chodziło o to, że kamieni potrzebujemy. Zaprowadzili nas do remizy tramwajowej na Młynarską, pod niesamowitym konwojem, i tam myśmy tłukli kamienie, z dużych kamieni na…

Ale skąd były te kamienie?

Kamienie tam leżały, były skądś przywiezione kamienie, polowe [polne]. No i oczywiście wyobrażacie sobie państwo, jak warszawiacy widzą połowę młodych, jak ona tłukła te kamienie. Te kamienie latały jak z maszin gana. Ludzie się chowali pod ziemię. Ja z powodu tego, że zaraz się zrobiłem vertrausmannem, więc ja zakładałem te… Bo ciągle łamały się, to nie były specjalne rękojeści do tego, tylko zwykłe jakieś patyki brzozowe, czy coś takiego, ja to strugałem itd. Oczywiście z powodu tego, że ja nigdy nie byłem za zdrowym facetem.

Były tam cementowe worki itd., więc ja w jednym z tych całych cementowych worków rozerwałem sam środek i wsadziłem sobie pod bluzę. Nic nie było widać, elegancko, ale czy to skrzyczało jak przechodziłem, nie wiem. Odstawili mnie na bok, dostałem parę batów, zamknęli mnie w piwnicy, ale że duża dziura była koło tego klucza, to mnie krajali chleb i takie paseczki mi tam wkładali. Niesamowita [historia].

Druga rzecz, rozpuściło się zaraz i pani Rapczyńska wyszła, i szła bokiem. Jak po tej piwnicy, co siedziałem, zima była i też wysypkę miałem, to mi zrobiła lekarstwo, w taki brązowy papier gazetowy [zawinęła]. Pokazała mi i poszła dwa bloki naprzód, i położyła na ziemi. Myśmy koło tego przeszli…

I ty to podniosłeś.

Ja to zdążyłem podnieść. Potknąłem się oczywiście na tym i podniosłem. Spirytus salicylowy czy coś takiego.

Ale zauważone było, że do kogoś ludzie przychodzili. Jak któregoś dnia nas wprowadzili na dziedziniec, to przyszedł komendant ze swoim zastępcą, podobno był podberlińskim rzeźnikim, ohydna taka morda niesamowicie. On nam tak powiedział: „Czy ktoś mówi po niemiecku?” Oczywiście wyrwał się jeden i przeczytał nam co. I oczywiście zaraz konsternacja: „Jak to? Przecież my w ogóle tych ludzi, w życiu! Jak mogliśmy napadać Niemców?” A on bardzo grzecznie powiedział, że „będziecie tak długo bici, aż wasza martwa ręka podpisze”. No to jak zapowiedział, co oni zrobią, to my wszyscy bardzo prędko podpisali. Jak ten Niemiec podał temu cywilowi, żeby nawet był ze Szwajcarskiego Czerwonego Krzyża czy coś, to zobaczył: „Takie ananasy, niech siedzą”. Tak, udało mi się.

 

Transcription:

So the car was going forward, followed by a jeep with SS in it, not those our SS, but some borrowed ones. As soon as they got to… I don’t know – Dzielna 22, 24 or 26. So they walked them in there because it was half empty already, so those walls didn’t even muffle. Pew, pew, pew pew… and the car comes around the other one, and loaded. It took a moment, I don’t know how many, who, where, how, because nobody knew that. Anyway, they killed them all. They gave us clothes. We got dressed and we walked, they marked us…

On the forehead?

On the hat. We walked into the prison, that’s how “Gęsiówka” began.

And you escaped Gęsiówka?

No, no, no. We walked into Gęsiówka and work began. Ah! The next day a civilian limousine arrived, two men in plain clothes got out, and two gestapo. One of the gestapo stayed, the other one from SS came in, he was carrying a lot of papers in his hands. They talked and watched us. I assume they asked: “Who’s this one? What is he?”. They found me, 144. “They killed a policeman”. No, it didn’t say killed, it said they jumped a policeman with knives. A man. Ah! They weren’t dressed up, in civilian clothes, but they were not German. This is mine. You couldn’t speak much to anyone because you never knew who was sent to listen. But they weren’t. And I saw Germans god damn it, walking around Warsaw and I knew. 

So now I – this doesn’t need to be recorded – I think that when they were in collaboration with the Swiss and so on, and with France and so on, someone said: “We want to see a concentration camp in Warsaw”. And they made us.

So that you look good, so that you’re clean, in new…

Exactly

…uniforms…

Exactly. It ended, they took the bedsheets and camp work began. We started digging ditches.

Where did you dig those ditches?

On campgrounds. We didn’t know what those ditches were for. But I knew from my daddy, that the Germans liked yelling at workers, and I used it once with my soldiers. I got a picture of Hitler for that from the Major. But I screamed in a horrible way. Now it was about stones, we needed stones. They took us to the tram station in Mlynarska st., with an amazing convoy, and we crushed stones, from large stones to…

Where did the stones come from?

They were just lying there, someone brought those field stones there. And you can imagine the people of Warsaw see their youth crushing stones. Those stones were flying around like machine-gun bullets. People were hiding. Because I made myself a vertrausmann, so I put those… because they kept breaking, they didn’t have special shafts, just some birch sticks, or something like that, and I whittled them and so on. Naturally, because of that, I was never very healthy.

There were cement bags there and so on, so I tore the middle of one of those bags and put it beneath my sweater. You couldn’t see, all nice, it made a sound when I walked by so they put me to the side, I got a few whips and they locked in in the basement, but there was a large hole next to the key hole, so they cut bread in thin slices and they gave it to me.

An amazing [story].

Another thing, news went around that Mrs. Rapczyńska walked out and she was walking on the side. As in that basement that I was sitting in, it was winter, and I also had a rash, so she made me some medicine, she wrapped it in that brown newspaper. She showed me and walked two blocks down, and put it on the ground. We then walked by…

And you picked it up?

And I was able to pick it up. I tripped over it of course, but I picked it up. Some salicylic alcohol or some such thing. 

But it was noted that people came to visit some. When they walked us out to the courtyard one day, a commander came with his second, I hear he was a butcher near Berlin, a terribly ugly face. And he said: “Anyone speaks German?”. One came forward of course and read to us. And then it was all bafflement: “Howcome? We, those people, never! How could we have jumped Germans?” And he very politely said, “you will be beaten so long as your dead hand will sign”. And when he said what they were about to do, we all signed. 

Damian

Hi! My name is Damian, I live in Chicago since 2015, and I am a photographer, traveler, and coffee drinker.
You can learn more about interesting places in Chicago and around the world how to take good photos of them and find a decent cup of coffee on your way!

Honorable Mention Award from “MIFA” – Moscow International Foto Awards.

Leave a Reply